Syndrom Współuzależnienia

Rodzic dziecka uzależnionego doświadcza często skrajnych uczuć, żyje w ciągłym stresie i napięciu. To jakby rodzaj stanu wewnętrznej wojny, ciągła gotowość, która wyczerpuje fizycznie i psychicznie. Czy wróci do domu? Z kim jest? Czy coś bierze? Co robi? Czy żyje?

Uzależnienie jest chorobą śmiertelną. W przypadku narkomanii i szczególnie w przypadku dzieci i młodzieży bardzo niebezpieczną. Niezwykle łatwo o przedawkowanie bądź niespodziewane, niebezpieczne dla zdrowia i życia konsekwencje.

Piszę o tym nie po to by Państwa straszyć, ale po to byście spróbowali wyobrazić sobie przeżycia rodzica narkomana. Za sformułowaniem, którego użyłam specjalnie, "rodzic narkomana" kryje się wiele społecznych ocen, które często powstrzymują rodziców przed poszukiwaniem pomocy. Rodzice często podejmują działania na własną rękę, próbują zapobiegać dalszemu zażywaniu przez zamykanie dziecka w domu, zwiększenie kontroli, starają się chronić dziecko przed konsekwencjami zażywania tłumacząc w szkole, nie współpracując z kuratorem (jeśli już jest) czy innymi osobami biorącymi czynny udział w wychowywaniu dziecka. Czasami rodzic ukrywa pewne fakty przed drugim rodzicem, tym samym otwierając dziecku furtkę do manipulacji, kłamstw i dalszego zażywania. Dziecko uzależnione ma niezwykłe umiejętności manipulowania wszelkimi nieporozumieniami i trudnościami małżeńskimi. Tak długo jak rodzice nie tworzą jednej drużyny przeciw narkomanii swojego  dziecka, tak długo będzie ono rozgrywało wewnętrznymi rodzinnymi konfliktami, obwiniając raz jednego a raz drugiego rodzica i wciąż zmieniając koalicjanta.

Rodzic dziecka uzależnionego, podobnie jak ono samo, wymaga profesjonalnej pomocy. Musi nauczyć kochać się swoje dziecko na nowo, miłością wymagającą, wyznaczającą granice i tych granic konsekwentnie pilnującą. Najpierw jednak musi uporządkować swoje emocje, które oscylują  między miłością a nienawiścią, poczuciem winy a poczuciem krzywdy. I ciągłym lękiem o życie dziecka.

Informacja o problemie dziecka zazwyczaj spada na rodziców jak grom z jasnego nieba. Bywają zaskoczeni, zazwyczaj nie wierzą, zaprzeczają nawet widocznym objawom. Tłumaczą dziecko przed innymi, tłumaczą dziecku (a to jak mówienie do pijanego), zabraniają, grożą, płaczą. Próbują różnych sposobów w nadziei, że ich dziecko się opamięta. Niektórzy rodzice na tym etapie zgłaszają się do specjalistów, niektórzy pojawiają się na chwilę, inni niestety wcale. Nie zatrzymana choroba rozwija się. Z powodu mechanizmów funkcjonujących w umysłach rodziców są oni w stanie bardzo długo tłumaczyć zachowanie dziecka i nie szukać pomocy. To tak jakby rodzic dziecka chorego na astmę, cukrzycę czy jakąkolwiek inną chorobę nie poszedł do specjalisty, nie zdobył wiedzy na temat mechanizmów funkcjonowania choroby swojego dziecka ani sposobów życia z nią, tylko działał na własną rękę.

Z jednej strony wpływ na takie zachowanie rodziców mają mechanizmy czyli sposoby myślenia o problemie. Rodzice minimalizują zażywanie dziecka ("to tylko marihuana, moje dziecko nie zażywa twardych narkotyków"), racjonalizują ("to efekt młodzieńczego buntu, przejdzie mu"), obwiniają (często drugiego rodzica, najczęściej środowisko "gdyby koledzy go nie namawiali"), odwracają uwagę koncentrując się na np. szkolnych ocenach bagatelizując zażywanie, znacznie groźniejsze od jedynki. Z drugiej strony rodzice funkcjonujący w społeczeństwie słyszą komentarze na temat narkomanów, być może sami często wyrażali się negatywnie o osobach zażywających, w przekonaniu, że "dotyczy to tylko patologii, a my przecież jesteśmy normalną rodziną". Często rodzice krytycznie oceniają siebie i żyją w lęku przed oceną innych; rodziny, sąsiadów, szkoły. Boją się etykiety "matki/ojca narkomana". Lęk jest tym większy im większa tajemnica a raczej poczucie tajemnicy. Najtrudniej jest się przełamać i nazwać problem. Dalsza droga również jest trudna ale nie jest się na niej samemu. Rodzicom towarzyszą terapeuci i inni rodzice. Tego wsparcia i  zrozumienia pozbawiają się rodzice starający się działać na własną rękę.

Emocje rodziców wędrują od poczucia winy "jaki błąd popełniłam/em?", byłam złą matką/złym ojcem" do poczucia krzywdy "dlaczego moje dziecko mi to robi, przecież wszystko robiłam/em dla niego". Rodzic doświadcza wstydu związanego ze społecznym odbiorem jego jako rodzica. Bywa, że czuje gniew a nawet nienawiść wobec własnego dziecka, co może powodować znów poczucie winy a w konsekwencji uległość. Jednak jednym z najtrudniejszych do wytrzymywania uczuć jest strach o zdrowie i życie dziecka. Szczególnie w przypadku młodzieży pełnoletniej kiedy rodzice nie mają już prawnych możliwości działania lub sa one znacznie ograniczone.

Osoby uzależnione na grupach samopomocowych (nie są to grupy terapeutyczne) pracują na krokach. Najważniejszym jest krok 1 Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu/narkotyków, że przestaliśmy kierować naszym życiem. Nad tym krokiem pracują również bliscy osób uzależnionych ucząc się na co mają wpływ a na co nie, w chorobie bliskiej osoby. Proces godzenia się z ograniczeniami, tolerowania sytuacji, uczenia się dzielenia odpowiedzialności (za co odpowiedzialne jest moje dziecko a za co ja jestem odpowiedzialny), uczenia się akceptowania wyborów swojego dorosłego dziecka jest procesem trudnym i wieloletnim. W procesie psychoterapii, ale również na grupach edukacyjnych i samopomocowych rodzice uczą się rozwiązań od siebie nawzajem, dają sobie wsparcie i zrozumienie bez ocen i krytyki, odkrywają  również swoje błędy a biorąc za nie odpowiedzialność unikają wikłania się w błędne koło poczucia winy.

Nowe zachowania, które musi przyswoić i wdrożyć rodzic dziecka uzależnionego, na początku wielu wydają się okrutne. Ponieważ oznaczają zgodę na to by dziecko zaczęło ponosić konsekwencje własnych zachowań, związanych oczywiście z zażywaniem. W poczuciu wielu rodziców stoją one często w sprzeczności z miłością rodzicielską. Przecież jeśli kocham moje dziecko, powinnam/powinienem je chronić. Handlowało narkotykami – wynajmiemy mu adwokata, wyjdziemy z tego razem. Zadłużyło się? Spłacimy jego długi, przecież nie może w dorosłe życie wchodzić z długami. Okradł nas? Nie będziemy donosić na własne dziecko.

Niestety jeśli dziecko jest narkomanem wszystkie te sytuacje świetnie wykorzysta na poczet dalszego zażywania, ciesząc się, że ma "czystą kartę". Tym różni się od zdrowego, nie wyciągnie wniosków i nie zmieni zachowania jeśli nie doświadczy konsekwencji swoich zachowań. Jeśli będziesz je chronił przed konsekwencjami, może nigdy się nie zatrzymać.

W wychodzeniu z uzależnienia trzeba też rozwagi i ostrożności. To nie matematyka gdzie 2+2 zawsze daje 4. Mamy do czynienia z żywym człowiekiem, który jest w różnych stanach emocjonalnych, dlatego teorię, praktykę i doświadczenie trzeba delikatnie i z rozwagą dopasowywać do indywidualnej sytuacji dziecka i rodziny.

 

Mgr Agata Pakuza

specjalista terapii uzależnień, psychoterapeutka

CARITAS ARCHIDIECEZJI POZNAŃSKIEJ 
Katolicki Ośrodek Wychowania i Terapii Uzależnień 
Caritas Archidiecezji Poznańskiej 
"WIERZENICA" 
Wierzenica, ul. Wierzenicka 12 
62-006 Kobylnica 
tel. kom. 663 002 588, 
tel. 61 815 99 81, fax 61 881 62 08

NIP: 782-15-52-193   REGON: 04000722900070
numer księgi rejestrowej: 000000179452

Projekt i wykonanie: Tomasz Karolak
poczta(at)tomaszkarolak.net