O mało co narkotykowy granat urwałby mi rękę

O mało co narkotykowy granat urwałby mi rękę

rozmowa z Tomaszem niedawnym absolwentem ośrodka

Jak się czujesz kilka dni po zakończeniu terapii w ośrodku dla uzależnionych w Wierzenicy. Co teraz porabiasz?

Z ośrodka w Wierzenicy przeniosłem się na hostel do Poznania. Mieszkam tam z innymi osobami, które już wcześniej skończyły terapię. Czuję trochę zmieszanie. W Wierzenicy wszystkie zajęcia były zorganizowane. Teraz wszystko muszę sam sobie organizować. Zacząłem szukać pracy, zarejestrowałem się u lekarza, założyłem konto w banku. Dopóki nie będę miał stałej pracy będę wolontariuszem wspierającym różne prace Caritas.

Jaki był początek Twojej przygody z narkotykami?

Pierwszy raz spróbowałem ze zwykłej ciekawości. Miałem wówczas trochę więcej niż 15 lat. Obracałem się wtedy w grupce kolegów, którzy już wcześniej spróbowali narkotyków. Byli to moi rówieśnicy i trochę starsi. Pierwszy raz spróbowałem właśnie w towarzystwie tych starszych. Nie czułem wtedy żadnego zagrożenia. Od razu doszedłem do przekonania, że skoro nic takiego się nie dzieje, to od czasu do czasu mogę w siebie coś wrzucić. To „od czasu do czasu” stawało się coraz częstsze. Stan po tym podobał mi się coraz bardziej. Z czasem zacząłem próbować innych narkotyków. Wszystko się tak zagęściło, że na końcu brałem już codziennie, chwytając co było pod ręką. Jak nie było narkotyków, sięgałem po alkohol i nim się zaprawiałem. Żeby czuć się „normalnie”, musiałem coś zażyć. Nie liczyło się jakim kosztem zdobędę narkotyki, tylko to żeby je zdobyć.

Co ostatecznie zaważyło, że podjąłeś decyzję o leczeniu?

Zacząłem dostrzegać, że wszystko straciłem: zaufanie rodziny, prawdziwych przyjaciół, zawaliłem szkołę, zostawiła mnie dziewczyna. Przestało mnie interesować cokolwiek. Zobaczyłem, że moim jedynym celem w życiu jest tylko to żeby się naćpać. Do tego miałem spore długi za narkotyki, które brałem na krechę. Bałem się nawet wychodzić z domu. Moi dealerzy ciągle domagali się zwrotu pieniędzy, których nie byłem w stanie oddać. Czułem się zagrożony, osamotniony i bezsilny. Miałem wtedy 17 lat. Moi rodzice cały czas próbowali mi pomóc rozmawiając ze mną i namawiając mnie na ośrodek. W końcu ich słowa dotarły do mnie: zobaczyłem, że właściwie nie mam żadnego innego wyjścia.

Co byś powiedział dziś młodym ludziom, którzy beztrosko dla przyjemności sięgają po narkotyki?

Głupio się bawicie. Bierzecie do ręki granat, który wybuchnie tak szybko, że nawet się nie spostrzeżecie jak wszystko dookoła was zamieni się w gruz. Moje życie, kiedy wydawało mi się, że nic się nie dzieje, może być dla innych przestrogą.

Jakie słowa miałbyś dla rodziców, którzy podejrzewają, że ich syn lub córka sięga po narkotyki?

Kiedy rodzice zauważą, że coś się dzieje, nie powinni czekać zbyt długo z działaniem. Symptomy są podobne: olewanie szkoły, większa agresja, brak jakiejkolwiek cierpliwości, odpuszczanie swoich zainteresowań, zwiększone wymagania finansowe, kłamstwa, traktowanie domu jak hotel. Moi rodzice szukali pomocy w rozmowach ze specjalistami. Namawiali mnie na terapię dzienną. Mimo mojego odrzucania ich, starali się rozmawiać ze mną. Rodzice nie powinni być naiwni, dawać pieniądze na spłacenie długów, pozwalać na rozmaite sprawy pod wpływem różnych niespełnionych później obietnic.

Jak dziś wygląda Twój kontakt z rodziną? Czy zamierzasz wrócić w rodzinne strony do Gdyni?

Przez całą terapie odbudowywałem zaufanie rodziny i dalej to robię. Staram się im mówić o tym co ze mną się dzieje. Staram się być szczery. Słucham też chętniej tego co oni mają mi do powiedzenia. Dzisiaj mam prawie 19 lat i wiem, muszę być i samodzielny i odpowiedzialny. Na ten moment do Gdyni, mojego rodzinnego miasta, nie zamierzam powracać. Boję się starego towarzystwa. Tutaj mam terapeutów, którzy nadal mi pomagają. Tu mam osoby, które mnie rozumieją. Czuję się bezpieczniej. Wiem, że w trudnych sytuacjach są osoby, które mogą mi pomóc.

Powrót do spisu artykułów

CARITAS ARCHIDIECEZJI POZNAŃSKIEJ 
Katolicki Ośrodek Wychowania i Terapii Uzależnień 
Caritas Archidiecezji Poznańskiej 
"WIERZENICA" 
Wierzenica, ul. Wierzenicka 12 
62-006 Kobylnica 
tel. kom. 663 002 588, 
tel. 61 815 99 81, fax 61 881 62 08

NIP: 782-15-52-193   REGON: 04000722900070
numer księgi rejestrowej: 000000179452

Projekt i wykonanie: Tomasz Karolak
poczta(at)tomaszkarolak.net